Ostatnie komentarze
- Panie Wojciechu :) Bardzo l...
- Przeczytaj cały blog, całki...
- Witam ponownie Wojciechu! K...
- Fizyka kwantowa to jak dotą...
- Wiele lat temu również czyt...
- Z Chinami jest nieco inacze...
- Niestety wiem coś o działan...
- I niech rozwój prowadzi do ...
- Hej, Nam kiedyś przyszło t...
- Zbiorem podobnych zasad nie...
| O Rozwoju Osobistym słów kilka |
|
Czym jest rozwój osobisty nikomu pisać nie muszę. Wszyscy to wiemy, wszyscy do tego dążymy, usiłujemy się rozwijać. Jest jednak pewien aspekt tego zagadnienia, który nie daje mi spokoju.
Szkoda, że są one ważne dla tak nielicznych. Większość ludzi woli się koncentrować na trzech wymienionych wyżej punktach. Spotykałem się kiedyś z kobietą, która powiedziała mi, że facet musi spełniać trzy warunki: być świetny w łóżku, dużo zarabiać i mieć dobry samochód. Zabrakło miejsca dla duszy i serca. No cóż, moje łóżkowe umiejętności są raczej przeciętne, zarabiam różnie – raz lepiej raz gorzej (chociaż nie mam powodów do narzekań) oraz – o zgrozo! – nie posiadam prawa jazdy. Łatwo się można domyśleć, że nasz związek nie potrwał długo. Nie byłem „odpowiednim” facetem. Mówi się trudno i żyje się dalej, aczkolwiek człowiek w takich chwilach zaczyna zastanawiać się, co się do cholery dzieje z ludzkością. Wróćmy jednak do rozwoju osobistego. Od wielu lat czytuję poradniki wszelkiej maści, książki, filmy, strony internetowe i inne takie wynalazki, poświęcone odnoszeniu sukcesu, pracy nad sobą – jednym słowem wszystko o rozwoju osobistym. Doskonale są mi znane prace takich autorów jak Brian Tracy, Joe Vitale, Anthony Robbins, George Bernard Shaw, Rhonda Byrne czy Napoleon Hill. Nie mam najmniejszego zamiaru nikogo krytykować – nie mnie krytykować mądrzejszych o siebie. Niemniej czytając dzieła wspomnianych autorów, odnoszę wrażenie, że czegoś tu brakuje. Co więcej, wszystkie wypowiedzi ludzi powiązanych z branżą (tak, to jest już branża) rozwoju osobistego, samodoskonaleniem i odnoszeniem sukcesu brzmią dla mnie dziwnie sekciarsko. Uświadomiłem to sobie w pełni dopiero niedawno, podczas rozmowy z koleżanką z firmy, w której pracuję. Ona interesuje się właśnie tą tematyką. Regularnie bierze udział w spotkaniach i szkoleniach, nawet sama prowadzi czasami warsztaty. Sposób jej zachowania oraz wysławiania się przypomina mi Świadków Jehowy czy innych religijnych misjonarzy. Same uśmiechy, zachwyty, motywujące teksty, tylko pozytywy. Problem w tym, że świat nie składa się z samych pozytywów. Nie mam ochoty brać udziału w spotkaniach, na których każdy będzie mi mówił jaki to jestem wspaniały i cudowny, jak wiele mogę osiągnąć i jaki to sukces czeka na mnie tuż za rogiem. W dodatku wszystkie te wypowiedzi są dziwnie ukierunkowane w jedną tylko stronę – posiadania i zdobywania. Nie mam nic przeciwko odnoszeniu sukcesu, ale nie czyńmy z niego głównego życiowego celu. Nauczmy się po prostu żyć. Oto, czego nam w dzisiejszych czasach brakuje. Gonimy za sławą i bogactwem, pozostawiając na uboczu innych ludzi i cały świat. Eksploatujemy otoczenie, nadmiernie wykorzystujemy okazje, przymuszamy się do całego tego wyścigu szczurów. A ja mówię: zatrzymajmy się na chwilę, pomyślmy. Dokąd to wszystko nas zaprowadzi? Cywilizacja pędzi przed siebie nie zważając, że przed nią wznosi się solidny mur. Jak nic łeb sobie o niego rozwali. Oj, będzie się działo w nadchodzących latach, pewnie niejeden z was już to czuje w kościach. Przed nami największa imprezka w dziejach ludzkości. Zobaczymy tylko czy będzie wesoła czy może raczej przypominać będzie stypę.
|

Komentarze
Tak, coraz częściej można się spotkać z taką postawą. Co jednak zrobić... tak to już jest. Natury ludzi nie jesteśmy w stanie zmienić.
Ostatnio oglądałem na YouTube wywiad Wojciecha Cejrowskiego z Agnieszką „Frytką” Frykowską (już dosyć stary). Facet wręcz ją obrażał swoimi pytaniami. I wiesz co? Miał rację. Pani Agnieszka zrobiła z siebie... hmm „kobietę wyzwoloną”, jak to określa. Ktoś inny mógłby to jednak określić zeszmaceniem się dla kariery.
Nie odmawiam pani Agnieszce prawa do rozporządzania swoją osobą, ale przykro mi się robi, kiedy coś takiego oglądam. Kariera ponad wszystko. I po co to było? Dla kilku chwil sławy? Kilku zaproszeń do programów telewizyjnych? Lepiej nie zrobić kariery, niż zrobić ją w taki sposób. Ale to tylko moje prywatne zdanie.
Co do samego rozwoju to uważam, że w każdym z nas jest pragnienie rozwoju. Tak jak trawa dąży do wzrostu, tak my pragniemy być lepsi.
Wyróżnia się jednak trzy poziomy rozwoju: fizyczny, duchowy i umysłowy. Niestety większość ludzi z nowoczesną filozofią życia skupia się wyłącznie na rozwoju materialny - fizycznym zapominając o duchowości i umyśle. Liczy się to co na zewnątrz. Co widoczne gołym okiem: dom, super bryka (sam jeżdżę 13 letnim autem na LPG), seksowna kobieta u boku.
Niestety tendencja jest taka, że z roku na rok coraz bardziej się to pogarsza.
Chociaż tacy ludzie mają dużo na koncie, to czują pustkę i niedosyt.
I jeszcze jedno. Każdy dojrzewa na swój sposób i ma własne tempo. Jeśli ktoś chce robić karierę, niech robi. To jest jego życie. A *jeśli* kiedyś zauważy, że nie o to mu chodziło, to znaczy, iż dojrzał i zacznie robić co innego. Może tak, jak Ty mówisz, przystanie, popatrzy, pomyśli. Nie poganiajmy innych. Nie dostosowujmy innych do naszej wizji świata. Bo każdy ma wolność wyboru i nie mamy prawa tego ograniczać.
Poza tym, po co oceniać?
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.